zapomniałeś hasła?
www.babelki.pl
bableki.pl pttk.pl
www.babelki.pl
Bąbelki

Wycieczki
relacje

Cykliczne

Klubowe



Tytuł
Zdjęcia z Braniewskiej Wiosny

Na "Braniewską Wiosnę 2004" Klub Turystów Pieszych "Bąbelki" wystawił tradycyjnie już dwie drużyny: pieszą (4 os.) i rowerową (16 os. wraz z 2 osobową reprezentacją Klubu InO "Neptun" z Qbackim na czele). Ponadto pierwszego dnia towarzyszyło nam dwóch zaprzyjaźnionych rowerzystów z Elbląga.

Oto relacja z przebiegu trasy pieszej:

   Nasza piesza grupa na Braniewskiej Wiośnie była skromna i liczyła tylko 4 osoby Adam - Kurczak, Andrzej i drugi Adam który był z nami po raz pierwszy oraz piszący tę relację Adalbertus. Po przyjeździe do Ornety czekało nas jednak niemiłe rozczarowanie. Okazało się że trasa została odwołana, o czym organizatorzy, niestety, zapomnieli nas powiadomić. Na szczęście na starcie zjawił się Wojtek Krzyszczak (jeden z organizatorów z HKT "Warmiak"), który powiadamiając nas o tym, wręczył parę kserokopii map i powiadomił o przebiegu trasy i najbliższym noclegu. Przygodę z "Braniewską Wiosną 2004" zaczęliśmy więc od zwiedzania Ornety, a zwłaszcza jej starej części z kościołem Św. Jana Chrzciciela i Ewangelisty. Następnie udaliśmy się do miejscowości Krosno gdzie zjedliśmy śniadanie i obejrzeliśmy tamtejszy kościół, który jest wierną repliką kościoła w Św. Lipce.

   Stamtąd poszliśmy do Kumajn, gdzie Kurczak naciągnął gościnnych gospodarzy na kawę. Wola Lipiecka to kolejna miejscowość na trasie. Przez wieś przechodziliśmy w raczej niewesołym nastroju. Wokół aż piszczała bieda. Chłopaki kupili kilku dzieciakom torebkę cukierków. Na wieść o tym, momentalnie zbiegły się chyba wszystkie maluchy z wioski prosząc o następne słodycze. Odprowadzani przez małą grupkę dzieci ruszyliśmy dalej. W końcu musieliśmy zabronić im wędrować z nami. Pogoda była w miarę słoneczna, ciepło. Doszliśmy do Różańca. Tam obejrzeliśmy przydomowy mini-tartak i zrobiliśmy zdjęcie przy rozwalającej się chałupce, jakich w okolicy jest sporo. Jakaś kobieta wygrażała nam za to pięścią. Tutaj nasze drogi z Kurczakiem się rozeszły, gdyż ten uparł się aby ostatnie 6 km iść szosą asfaltową. My zaś poszliśmy polnymi drogami. Po drodze z mijanej zagrody wyskoczyły trzy wielkie psiska. Na nasze szczęście właścicielka (z trudem) je od nas odgoniła.

   Minęliśmy osadę Różaniec, gdzie napotkany rowerzysta poinformował nas o zmęczonych "zwłokach" Adama wyczekujących na nas na skrzyżowaniu w Pieniężnie. W jaki sposób zjawił się tam godzinę przed nami mimo że chodzi trochę wolniej od nas pozostanie jego tajemnicą. W miasteczku tym w całkiem przyzwoitych warunkach przyszło nam spędzić nocleg w MDK. Tu dostałem telefon od Wojtka z propozycją przejścia jutrzejszej trasy czerwonym szlakiem do Fromborka na nocleg przez dolinę rzeki Wałszy i Chruściel. Po przeanalizowaniu trasy na mapie okazało się jednak że jest to około 65 km. Dla nas cokolwiek za daleko. Coś mu się pokiełbasiło. Po naradzie postanowiliśmy iść jednak do Lipowiny i spędzić noc w stodole na sianie.














       Sobotni ranek powitał nas pochmurnym niebem i padającą mżawką, zjedliśmy śniadanie i po krótkim oczekiwaniu na otwarcie drzwi wyruszyliśmy dalej żegnani przez miłych gospodarzy.

   Zwiedziliśmy starą część Pieniężna z ratuszem, kościołem oraz XIV-wieczne ruiny Zamku Kapituły Warmińskiej. Tutaj następna dziwna niespodzianka: Adam jak osioł, a nie jak kurczak uparł się jechać do Braniewa autobusem a stamtąd dojść do Fromborka. Rozstaliśmy się więc z nim i z Andrzejem który w trosce o Kurczaka postanowił mu towarzyszyć.

   Poszliśmy dalej we dwójkę wybierając jednak jeszcze inny wariant. Dojechaliśmy autobusem do Lubnowa, skąd ruszyliśmy pieszo. Minęliśmy po drodze Czosnkowo, Jarocin, Mułki i doszliśmy do pięknie położonego w lesie zaporowego Jeziora Pierzchalskiego na rzece Pasłęce. Przeszliśmy koroną zapory i po zaciągnięciu języka u miejscowych wędkarzy udaliśmy się do miejscowości Pierzchały. Zrobiliśmy kilkominutowy odpoczynek pod sklepem na uzupełnienie płynów rzut oka na kościółek i ruszyliśmy w dalszą drogę.

   Szliśmy polną drogą, która po kilkudziesięciu metrach zginęła zaorana i od tego momentu brnęliśmy w całkowitych bezdrożach (to bardzo charakterystyczne dla ziemi braniewskiej). W koło pusto jak na bezludnej wyspie, krajobraz zdziczały ale wspaniały. Po pewnym czasie minęliśmy linię kolejową z szerokimi torami do Obwodu Kaliningradzkiego, "berlinkę" i weszliśmy do lasu. Marszruta przebiegała krawędzią uroczej dolinki gdzie w dole wił się Czerwony Rów w którym woda faktycznie zabarwiona jest na czerwono.

   Przekroczyliśmy strumyk mijając dalej Drenowo, Biedkowo i Baranówkę gdzie zwiedziliśmy grodzisko "Pogańskie Szańce". Następny odpoczynek na uzupełnienie płynów zrobiliśmy pod czymś co tylko z nazwy przypominało sklep (w drzwiach zamiast lady 2 skrzynki po piwie, walący się sufit i duży zeszyt). Ostatnie 4 km do granic Fromborka przebyliśmy szosą.Tam spotkaliśmy Adama i Andrzeja i po godzinnym poszukiwaniu noclegu (!) byliśmy na miejscu. Baza harcerska niemalże kategorii S ze wspaniałą łaźnią kuchnią stołówką ze świecami (brak prądu) oraz salą noclegową niczym apartament dla nowożeńców. Spotkaliśmy tam między innymi nasza koleżankę przodowniczkę Beatę z grupką młodych turystów z SKKT przy Zespole Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących nr 1 w Gdańsku. Zjedliśmy kolację i trochę jednak zmęczeni (mieliśmy z Adamem dobre 32 km "w nogach"!) poszliśmy spać.



















       Rano pobudka. Nad głowami śpiących unosiły się obłoki pary. W naszych apartamentach było zimniej niż na zewnątrz. Widocznie w kotłowni palacz zapomniał napalić. Krótka rozgrzewka śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Andrzej wyszedł pierwszy, my chwilę za nim. Szliśmy wolno czerwonym szlakiem (do przejścia było tylko ok.13 km, a czasu sporo).

   Zobaczyliśmy Rez. Brzozy Karłowatej "Cielętnik", minęliśmy Podgórz i doszliśmy do Braniewa. Do Klubu Garnizonowego przyszliśmy sporo przed czasem. Spotkaliśmy tam naszych klubowiczów Bąbli-rowerzystów którzy "koczowali w skrajnie prymitywnych warunkach" mając do dyspozycji tylko ciepłą salę, materace, telewizor i wideo oraz łazienkę z ciepłą wodą - gdzie im tam do nas! Od godziny 11 wydawano pyszną wojskową grochówką, tak smaczną że co niektórzy wtrząchnęli po kilka porcji.

   W sali kinowej odbywała się część oficjalna: konkursy odbieranie dyplomów nagród, Bąble dostały dyplomy i puchar za I miejsce który odebrał prezes Rychu. Wszyscy mocno poszukiwali pieczątki rajdowej, ale jej nie było. Ponoć organizatorzy zapomnieli jej zabrać (albo zapomnieli wykonać), mówi się trudno. Po zakończeniu wróciliśmy pociągiem, rowerzyści pojechali do Elbląga, a część z nich bezpośrednio do Gdańska. Mimo tych wszystkich niedociągnięć organizacyjnych imprezy, która od lat po trochu traci, warto tam się pojawić i ja będę znów, na pewno, jesienią.

   Liczymy jeszcze na to, że nasi wieloletni przyjaciele z KTP "Figa" w końcu otrząsną się z marazmu i wspomogą fachową wiedzą turystyczną kierownika Klubu Garnizonowego oraz jego pracownice. Ziemia braniewska ma dla nas, gdańszczan, specyficzny klimat, niezamieszkałe, tereny, zarośnięte drogi, brak ścieżek, nawet biedne wioski, pustawe sklepy i niedociągnięcia logistyczne imprezy powodują, że czujemy się tam jakby nam przyszło uprawiać turystykę na Syberii albo w Bieszczadach kilkadziesiąt lat temu, a to tylko 2-3 godziny dojazdu koleją.















       

Od Rycha:


       Prowadząc grupę rowerową spotkałem się z podobnymi cackami: nie przybył do Elbląga prowadzący trasę rowerową (ponoć szycha z Rady Miejskiej Braniewa), nie był on nam specjalnie potrzebny podobnie jak i naszym piechurom prowadzący na trasie z Ornety, ale to zawsze milej byłoby być przywitanym i oprowadzanym z pełnymi honorami.
A nasze warunki bytowania podczas drugiego noclegu, jak je opisał Wojtek, naprawdę miały być inne. Zainteresowanym (a przede wszystkim organizatorom) proponuję zwiedzić kiedyś remizę-bar w Żelaznej Górze, zwłaszcza w godzinach otwarcia baru od 17 do 4 rano. Tylko z tego powodu, że dysponowaliśmy szybszymi środkami transportu niż własne nogi mogliśmy "wywalczyć" sobie te luksusy jakie zobaczyli nasi piechurzy.
       Od paru lat coraz silniej ciśnie się na usta apel:
       - Koledzy z KTP "Figa" Braniewska wzywa, a Wy śpicie.
       - Zbyszku, Kaczorze czemuż nie wstajecie.
       - Plecaków na ramię nie zarzucacie.
       - Za telefony na kilka miesięcy przed Braniewską nie chwytacie.
       - Sponsorów nie przyciskacie.
       - Smyków nie zapraszacie.
       - Delty nie zapraszacie.
       - Braniewska w niebezpieczeństwie.
       - Chyli się.
       - Wstańcie!












autor relacji: Wojtek Atczuk

relacje ogladało już 2198 osób
Najbliższe Wycieczki:

Wycieczka piesza 2017-11-26
Wzgórza Szymbarskie - pieszy rekonesans przed sezonem narciarskim
Wieżyca - Rąty - Koszowatka - Ostrzyce - Węgloszyno - Leśnictwo Kolańska Huta - Wieżyca ~ 17 km

Wycieczka piesza 2017-12-03
Z Grzechem do św. Mikołaja
Gdynia Wielki Kack SKM - Rezerwat Kacze Łęgi - Święta Góra (Góra św. Mikołaja) - Gdynia Grabówek SKM ~ 17 km

Wycieczka piesza 2017-12-09
Pożegnanie przystanku Gdynia Wielki Kack i szlakiem dawnej linii kokoszkowskiej
Gdynia Wielki Kack - Gdynia Redłowo ~ 12 km

  

  



BOYLABS
do góry

Klub Turystów Pieszych Bąbelki powstał w 1959 roku i działa przy Gdańskim Oddziale PTTK
ul. Długa 45, 80-827 Gdańsk
e-mail: Bąbelki

© 1959-2015 KTP Bąbelki